Sue Ryder i Cichociemni

W Dzień Zaduszny, 2 listopada obchodziliśmy już 8 rocznicę śmierci naszej dobrej pani – Lady of Warsaw.  Wieczorem przyjaciele zebrali się na mszy w historycznym miejscu, pięknym kościele sióstr wizytek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Znajduje się tam pamiątkowa tablica poświęcona Sue Ryder. Natomiast 3 listopada 2008 r.w Muzeum Powstania Warszawskiego, miało miejsce unikalne wydarzenie – wykład pt. „Sue Ryder we wspomnieniach Cichociemnych”. W Sali pod Liberatorem Cichociemni: gen. Stefan „Starba” Bałuk, płk. Kazimierz Bernaczyk-Słoński i mjr Alojzy Józekowski złożyli na żywo relacje na temat ich związków przyjaźni z Sue Ryder, z czasów wojny i okresu powojennego. Zostało także odtworzone nagranie wywiadu z prof. gen. Elżbietą „Zo” Zawacką, specjalnie udzielonego na tę okazję.

Należy podkreslić, że nigdy dotychczas nie miało miejsca spotkanie, w którym zebraliby się prawie wszyscy żyjący jeszcze w Polsce Cichociemni i zdali relacje z wojennych kontaktów z późniejszą Lady of Warsaw. To pod wpływem Cichociemnych, i niejako im w hołdzie, założyła ona znaną na całym świecie fundację charytatywną.

Na zdjęciach Sue Ryder i Alojzy Józekowski, oraz zdjęcie grupowe Sue Ryder wśród „Fanek” – pierwsza od prawej w środkowym rzędzie. Zdjęcia wykonane przez Alojzego Józekowskiego.

Wiosną 1940 roku, 16 letnia wówczas Sue Ryder wstąpiła jako ochotniczka do pomocniczej służby kobiecej FANY, a stąd trafiła do sekcji polskiej SOE (zarząd operacji specjalnych). Opiekowała się tam Cichociemnymi: przewoziła ich na lotnisko, przygotowywała posiłki, zapewniała również wsparcie duchowe w napiętej atmosferze towarzyszącej wyczekiwaniom na skok do kraju. Wraz z innymi „Fankami” przygotowywała także zrzuty dla powstańczej Warszawy. W wyjątkowo nastrojowej atmosferze – pod zawieszonym w muzeum liberatorem, a z takiego samolotu odbywały się skoki spadochronowe – zgromadzeni słuchacze mieli okazję zapoznać się również z nigdy nie publikowanymi materiałami: zdjęciami i listami, odnalezionymi w domowych archiwach prelegentów.

W relacji zarówno prof. gen. „Zo” Zawackiej, jak i gen. „Starby” Bałuka, została podkreślona rola duchowego wsparcia udzielanego przez Sue Ryder i inne „Fanki”. Łagodziły one napięcia, stanowiły podporę duchową w trudnych chwilach przed lotem do kraju. Jak podkreśla „Zo”, była to wyprawa prawie że po pewną śmierć. Wiele lotów albo samych skoków kończyło się tragicznie. Niepewna była także przyszłość w okupowanym kraju. W przeciwieństwie do „Zo” legendarnej kurierki, a przy tym jedynej kobiety skoczka, która przybyła do Anglii specjalnie aby opracować i udoskonalić trasy przerzutu na Zachód, dla wielu młodych żonierzy skok do kraju oznaczał nową trudną rzeczywistość, do której należało się dobrze przygotować. Jeden nerwowy ruch, albo nieopatrzenie przewieziona angielska metka na ubraniu, mogły skończyć się zdekonspirowaniem i okrutną śmiercią w rękach Gestapo. Dlatego stałym elementem wyposażenia Cichociemnych była kapsułka z trucizną, zaszyta w ubraniu. Sue Ryder w autobiografii wspomnina nawet zabawny incydent, gdy musiała zareagować z wielką bystrością umysłu na niefortunne pranie bielizny w jednej z baz na terenie Anglii. W ręce niczego nieświadomej praczki dostała się właśnie koszula z zaszytym cyjankiem potasu. Sue Ryder błyskawicznie przerwała jej pracę nad dziwnie pieniącym się praniem i zneutralizowała truciznę, chroniąc w ten sposób kobietę przed pewną śmiercią.

Zdjęcia z prelekcji „Sue Ryder we wspomnieniach cichociemnych”. Autorem zdjęć jest Wojciech Ślaski. Siedzą: od lewej mjr Józekowski, gen. Bałuk, ppłk. Bernaczyk-Słoński.

 

Cała działalność SOE była głęboko zakonspirowana. Wielu spośród Cichociemnych nie znało się wzajemnie. Jak wspomnia ppłk. Kazimierz Bernaczyk-Słoński, wręcz dopiero po 50 latach ludzie odnajdowali się wzajemnie jako Cichociemni. W czasach PRL  byli szczególnie wytrwale inwigilowani i prześladowani jako „element wywrotowy”. Byli to przecież świetnie wyszkoleni brytyjscy agenci służb specjalnych. Co ciekawe, metody ich szkolenia były zbliżone do tych, jakie po wojnie stosowano w SAS.

Wśród zebranych na spotkaniu Cichociemnych szczególnie ciepłe wspomnienia o Sue Ryder zachował mjr Alojzy Józekowski, który spędził z nią chyba najdłuższy okres czasu, przebywając we wspólnej bazie wyczekiwania w Laureto di Fasano, w południowych Włoszech aż 3 miesiące. Było to wczesną wiosną 1944 r. Skok do kraju mjr Józekowskiego nie doszedł do skutku. Dla niego szlak wojenny, w przeciwieństwie do pozostałych kolegów nie skończył się w Powstaniu Warszawskim, tylko pod Monte Cassino i Bolonią. Subtelna i pełna pokory i uroku osobistego młodziutka Sue Ryder bardzo spodobała się Alojzemu Józekowskiemu. Dostrzegł jej pełną poświęcenia pracę w kuchni polowej, opalanej ropą. Spędzili wiele czasu na wspólnych spacerach. Uczył wówczas Sue strzelać do puszek po konserwach.

Po wojnie Sue Ryder odnowiła kontakty z większością przyjaciół Cichociemnych, odwiedzała ich w Polsce, zapraszała również do siedziby swej fundacji w Cavendish, a wielu również na obchody srebnego jubileuszu swojego małżeństwa z Lordem Cheshire, w Rzymie u Ojca Świętego w 1984 roku.

Nadesłano przez Fundację Sue Ryder

(RC)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *