Offowy Kupon

Zaczynali od niego, między innymi David Lynch, Gus Van Sant i bracia Coenowie. Jego specyficzna forma zdobyła już wielu zwolenników zarówno wśród twórców, jak i publiczności. Dzięki powszechnemu dostępowi do sprzętu cyfrowego, kino niezależne przeżywa dziś rozkwit w Polsce. Czy można jednak połączyć pasję filmową z muzyczną? Okazuje się, że nie jest to takie trudne. O swoim zamiłowaniu do filmu i muzyki opowiada Zbyszek Bieniak, reżyser i wokalista rockowego zespołu YokaShin.

Od dzieciństwa marzyłem o tym, by zrobić własny film nie podlegający żadnym regułom i konwencjom – tłumaczy Bieniak. Zawsze wymyślałem inne zakończenia obejrzanych filmów, pisałem w głowie scenariusze i dialogi. Sen się ziścił, gdy poznałem ludzi bezpośrednio związanych z filmem, których udało mi się zarazić swoim entuzjazmem debiutanta.

Znani aktorzy często wspierają offowe produkcje swoim nazwiskiem. Wśród gwiazd „Kuponu”, debiutu reżyserskiego Zbyszka Bieniaka i Przemysława Głowacza, znalazł się Marcin Kwaśny, młody aktor warszawskiego teatru Kwadrat, mający na koncie role, m.in. u Łukasza Palkowskiego i Krzysztofa Zanussiego, a także reżyserię spektaklu „Niedźwiedź” wg Antoniego Czechowa oraz premierę monodramu „Nienawidzę” wg Marka Koterskiego, mającej miejsce w Teatrze Praskim, którego jest współzałożycielem i dyrektorem artystycznym.  

Sam Marcin Kwaśny miło wspomina współpracę. Praca przy filmie Zbyszka była krótka acz intensywna – opowiada aktor. Miałem wtedy rękę w gipsie, przez co pauzowałem w swoim zawodzie aktorskim i czułem się trochę jak garbaty outsider. Spotkany przypadkiem Zbynio nakreślił mi temat filmu. Widząc jego pasję i zapał, a także mając na uwadze swoją abstynencję aktorską zgodziłem się bez wahania. Wiedziałem tylko tyle, że postać, którą mam grać, po wygraniu w totka 13 milionów dostaje zawału i umiera, a wprawę już miałem, bowiem uśmiercali mnie w kilku wcześniejszych produkcjach.  

Kupon kręciła grupa zapaleńców, nie do końca może wprawnych warsztatowo, ale oddanych sprawie sercem tak mocno, jak grupa charakteryzująca się typem nakrycia głowy swojemu guru. To mnie ujęło. Zawsze istnieje ryzyko, że z filmu offowego, który często jest  filmem amatorskim, wychodzi byle co, ale w tym przypadku nie było powodu do obaw. Zbyszek pisze dobre scenariusze, ma dobre ucho do dialogów i jest wizjonerem, niezależnie od stanu, w jakim się znajduje –  śmieje się Kwaśny. 

W realizacji brali udział profesjonalni twórcy kina offowego, m.in. Tomasz Karpowicz, członek grupy filmowej Framka, zdobywca wielu nagród na festiwalach kina offowego i wspomniany Przemysław Głowacz, współtwórca scenariusza i współreżyser „Kuponu”. Zrobienie kuponu zajęło nam trochę ponad rok. Oczywiście w trakcie produkcji zdarzały się lepsze i gorsze chwile, jak to w rodzinie – mówi Głowacz – jednak wszyscy jesteśmy zadowoleni z efektu finalnego i mamy energię na dalszą pracę twórczą.  

Świeże podejście do branży kina niezależnego było połową sukcesu. W trakcie realizacji pracujący z nami ludzie często mi powtarzali, że wierzą w ten film – wspomina pracę Bieniak. To działało jak zastrzyk adrenaliny. Wiedziałem, że niezależnie od tego czy robimy film dla nas samych czy też szerokiej publiczności, chcę go skończyć pomimo piętrzących się trudności.  

A tych istotnie nie brakowało. „Kupon” powstał bez żadnych środków finansowych. Brak własnego sprzętu przysparzał największych problemówwięc go pożyczaliśmy – opowiada Bieniak. Kamerę udostępniano nam sporadycznie i dlatego praca przy filmie nie była płynna. Wszyscy biorący udział w projekcie pracowali przy nim za darmo i chyba właśnie dlatego satysfakcja z powstania „Kuponu” jest tak ogromna.

Czas pokazał, że zaangażowanie się opłaciło. 10 listopada 2008 w warszawskim klubie Pikanteria odbył się premierowy pokaz „Kuponu”. Reakcja po projekcji nie pozostawiła jednak wątpliwości, że film jest udanym debiutem, a produkcja zdobyła na starcie liczną rzeszę fanów. W tej chwili chcemy dotrzeć z „Kuponem” do jak najszerszej publiczności – mówi Bieniak. Już można go obejrzeć w Internecie na stronie www.filmkupon.com.  Organizowane są też indywidualne pokazy. Zainteresowanych bardzo proszę o kontakt poprzez moją stronę – chętnie prześlę materiały filmowe i pomogę w każdy możliwy sposób. 

Praca przy filmie wciągnęła ekipę Bieniaka na tyle, że z marszu przystąpili do realizacji kolejnego. W polskim kinie jest ogromna nisza dla horrorów i ten właśnie gatunek stał się moim celem – tłumaczy Bieniak. Dodatkowo konwencję horroru przełamuję komedią. Na palcach jednej ręki można policzyć polskie horrory, więc sama świadomość tego, że robimy coś tak nietuzinkowego jest ekscytująca. A jeśli doda się do tego elementy komediowe, to pole do popisu jest nieograniczone.  

Tym razem pracuję nad pełnym metrażem, co jest dla mnie niełatwe, bo film nie trzyma się sztywnych reguł – w pewnym stopniu scenariusz pisze się sam. Podczas pracy nad „Kuponem” los nie szczędził nam niespodzianek, np. przypadkowo spotkaliśmy ekipę filmową „Pitbulla”. Po krótkiej rozmowie okazali się tak nam przychylni, że zaaranżowali dla nas jedną scenę na własnym planie. Wracając do najnowszej produkcji, mam bardzo jasny plan fabuły, ale podczas pracy nad filmem jesteśmy świadkami tylu ciekawych i zabawnych wydarzeń, że grzechem byłoby nie skorzystać z tego, co niesie życie.  

Film o roboczym tytule „Psychopasja”, to opowieść o Korneliuszu, szarym obywatelu, który stopniowo pogrąża się w paranoi. Jego obsesje stają się nie do opanowania, co dodatkowo potęgują… wampiry. Również w tej produkcji swoją obecność zaznaczy Marcin Kwaśny. Wiem, że Zbyszek pisze dla mnie kolejną rólkę w swoim filmie. Chyba o wampirach. Z przyjemnością w nim zagram. Nawet nietoperza gacka. 

Okazało się, że moja współpraca ze Zbychem nie skończyła się na Kuponie” – mówi Przemek Głowacz. Już biorę aktywny udział w jego „Psychopasji” i przewiduję dla Zbyszka istotną rolę w moim nowym filmie „Sado&Maso”, zatem dobremu przepływowi mocy między nami nie da się zaprzeczyć. 

Wciąż jednak są obecne problemy finansowe. Horrory wymagają nakładu finansowego – mówi Bieniak – i tak jak przy „Kuponie”, tak i tu stanowi to największą przeszkodę przy realizacji. Tu nie ma miejsca na amatorszczyznę, ponieważ każda prowizorka na ekranie wyjdzie nieprzekonująco. Nieustannie liczę na pomoc przyjaciół, ale i tak obawiam się, że na tym etapie brak sponsora stawia przyszłość naszego pionierskiego komedio-horroru pod znakiem zapytania. Zatem zapraszam ludzi, którym los kina grozy nie jest obojętny do wspierania naszej produkcji – odwdzięczę się dużymi literami w czołówce – śmieje się reżyser. 

Kupon nie jest jednak pierwszą przygodą Zbyszka Bieniaka z filmem. Wszystko zaczęło się od teledysku do piosenki „Wierzę Ci” zespołu YokaShin, w którym śpiewa. Aby zminimalizować koszty, muzycy nakręcili pierwszy w świecie teledysk przy użyciu telefonu komórkowego. Wyposażeni w mały, niegroźny telefon, byliśmy w stanie wejść w każdy zakątek miasta, nie siejąc przy tym spustoszenia, które towarzyszy tradycyjnemu sprzętowi filmowemu – tłumaczy Bieniak. W jeden dzień nagraliśmy materiał z przypadkowymi ludźmi spotkanymi w klubach, na warszawskich ulicach, w parku i na naszym koncercie. Montaż odbył się we własnym zakresie na oprogramowaniu, które również było bezpłatne. W efekcie powstał zupełnie darmowy i całkowicie pionierski teledysk, z którego jesteśmy niezwykle dumni.  

Muzyka to równorzędna pasja w życiu Zbyszka Bieniaka. Odkrycie w sobie pasji do filmu było dla mnie samego ogromnym zaskoczeniem – opowiada Bieniak. Dotąd czułem, że poza muzyką nie potrafię i nie chcę nawet tworzyć nic innego. Teraz odkrywam dla siebie nowe drogi, każda jest równie ciekawa i w żadnej z nich nie powiedziałem jeszcze swojego ostatniego słowa. Najważniejszy jest pomysł. A kiedy towarzyszą mu chęci, zapał i wiara w to, że się uda – wszystko staje się możliwe.

Anna Jankowiak

{gallery}kupon{/gallery}

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *