Wokół Kartezjusza. Czyli czym filozofia zajmować się nie powinna

Poprosiłem moją kobietę, żeby wypożyczyła mi Świat albo Traktat o świetle Kartezjusza, żebym miał co czytać do poduszki. Nie zawiodłem się. Wcześniej już przeczytałem Rozprawę o metodzie. Zabawna lektura. Nie znalazłem tam nic rewelacyjnego i rewolucyjnego, i doprawdy nie wiem, dlaczego wszyscy uważają ją za tak odkrywczą. Owszem zrobiłem sobie dwie – trzy strony wypisów z ciekawszymi cytatami.

Zanim jednak przystąpiłem do studiowania Świata zapragnąłem odświeżyć swoje wiadomości na temat Kartezjusza. Sięgnąłem więc na początek – jak zwykle w takim wypadku – do encyklopedii, które zawsze mam na wyciągnięcie ręki obok mego biurka. Podczas przeglądania stron poświęconych temu wielkiemu filozofowi tknęło mnie, jak wieloma dziwnymi rzeczami zajmowali się ci myśliciele. Zapytałem sam siebie, czy rzeczywiście wszystko to, nad czym dumali winno być przedmiotem filozofii, mieniącej się być nauką? Stąd też właśnie wziął się tytuł niniejszego eseju.

Weźmy zatem owe noty o naszym Kartezjuszu. Spróbujmy wykorzystując je powiedzieć coś niecoś mało mądrego. Encyklopedyści piszą bowiem z grubsza, że:

– że tylko matematykę uznał za naukę. Jako humanista wzdragam się przed tą myślą. No ale, czy przedmiotem filozofii jest nadawanie jakimś dziedzinom miana nauki a innym odmawiania przymiotu naukowości. No nie! Tym więc filozofia zajmować się nie powinna.

– że był zdania, że tylko to, co da się poznać jasno i wyraźnie za prawdę uważać należy. Wydaje się: święta prawda. Przyjmujemy. Ale czy na pewno? Czy zawsze to, czego nie da się poznać jasno i wyraźnie musimy uznać za kłamstwo? Bo w takim wypadku to wiara w Boga będzie kłamstwem. Co prawda ciągnie mnie do stwierdzenia, że tak naprawdę to prawda nie istnieje, ale opierał się będę na klasycznym rozumowaniu prawdy jako zgodności z rzeczywistością (z pominięciem różnych przewrotnych i pełnych relatywizmu wariantów, mówiących o różnym postrzeganiu rzeczywistości i istnieniu przeto różnych prawd; jak również teorii trzech prawd: prawdy – nieprawdy – gównoprawdy). 

– że jako racjonalista uznał jedynie rozumowe myślenie za źródło poznania, że w ogóle uważał istnienie poznania niezależnego od doświadczenia, poznania „czysto rozumowego”, że dopuszczał możliwość uzasadniania wiedzy bez odwołania się do doświadczenia. Ależ to – tak jak przedstawiają to komentatorzy – czysty skrajny niemalże racjonalizm. Gdzie miejsce na empiryzm? Gdzie na metody z pozoru sprzeczne z rozumem a dające prawidłowe wyniki doświadczalne? Jednakże należy zauważyć, iż teorie czysto rozumowe, nie poparte na początku przez wyniki badań eksperymentalnych mogą być prawdziwe. Kto bowiem zaglądał do środka Ziemi? Kto był na Słońcu? I kto – zapytam za Adamem Groblerem – widział front atmosferyczny? Niewątpliwie zatem stwierdzić muszę, że dobrze jest, gdy badania naukowe opierają się na powiązaniu racjonalizmu (odgórny teorii rozumowych) z empiryzmem (doświadczeniami i eksperymentami). Odrzucam również subiektywizm, zakładający że przedmiot poznania nie istnieje, lecz jest jeno wrażeniem, wyobrażeniem, myślą istniejącą w podmiocie. Nie jestem też przekonany do tezy, że każde poznanie jakiegoś przedmiotu zmienia go, przez co podmiot przekształca rzeczywistość przez samo poznawanie jej, bo czy oglądając film zmieniamy jego akcję?

– że tylko uświadomienie swego własnego zwątpienia jest bezwzględnie pewne i że istota człowieka polega na myśleniu. Może? Przecież śmierć mózgu to śmierć człowieka. Przyjmuję jednocześnie głosy krytyków Kartezjusza (Hobbesa na przykład) zarzucających mu błąd, polegający na utożsamieniu podmiotu z czynnością tegoż podmiotu. Człowiek myślący nie jest myśleniem a myślenie nie jest człowiekiem myślącym, tak jak człowiek spacerujący nie jest spacerem a spacer nie jest przecież człowiekiem. To dopiero byłoby zabawne!

– że Bóg istnieje i jest nieskończony oraz doskonały. Wolałbym skłonić się do tezy, że o Bogu nie możemy nic powiedzieć poza tym, że najprawdopodobniej istnieje. Przeniósłbym także ciężar problemu gdzie indziej. Skoro istnieje dobro, istnieje zło, prawdopodobnie istnieją duchy, to powinna istnieć i Istota Najwyższa (może nie tylko jedna?). Nie jest to jednak dla mnie problem filozofii, lecz subiektywnej wiary każdego człowieka.

Nie jestem też wcale pewien, ale wolałbym żeby tak było, żeby Bóg był dobry, sprawiedliwy, prawdomówny itp. No bo jeśli Bóg jest kłamcą, a jeśli świat jest jak przypalona zupa, która się Bogu nie udała, to mielibyśmy problem. Duży problem. A raczej „chorobę przenoszoną drogą płciową”.

– że istnieją substancje: duch i materia, które tworzą świat. Na mój gust, to budowa świata jest działką nauk ścisłych a nie filozofii, więc to zagadnienie pomijamy.

– że istnieje ruch. Owszem, ale j.w.

– że w ciele ludzkim mieszka dusza. Patrz pkt 4.

– że poznanie jest dostępne każdemu dobrze pokierowanemu rozumowi. Wydaje, że tak. Chodzi więc o to, że każdy może poznawać świat i nie potrzebuje do tego zezwolenia biskupa, muftiego, rabina, czy innego szamana. Ponadto może to robić każdy człowiek, bez względu na płeć, wiek, kolor skóry, zawód, pochodzenie społeczne, majątek itp. Oto jest równość poznawcza!

– że dusza istnieje ponieważ myśli. W ogóle człowiek istnieje bo myśli. Patrz pkt 3.

– że dusza posiada idee wrodzone (natywizm). Nie widzę powodu, aby filozofia miała się takimi sprawami zajmować i uważam, że pozostawić to należy psychologii. Tym bardziej nie przeceniam czynników wrodzonych (dziedzicznych) skoro obok nich mamy czynniki środowiskowe oraz aktywność własną jednostki.

– że był deterministą, tj. uważał, że zajście każdego zdarzenia jest określone przez zdarzenie poprzedzające je w czasie. Niewątpliwie każde zdarzenie wynika z jakiegoś zdarzenia wcześniejszego. Wydaje się, że (i tu skłaniam się do teorii chaosu) nie jesteśmy w stanie z całą pewnością stwierdzić, jakie zdarzenie uprzednie było przyczyną zdarzenia następczego (determinizm nieokreślony). Możemy jedynie to uprawdopodobnić z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem. Stoję zatem na stanowisku probabilizmu. Trudno mi się zgodzić z determinizmem etycznym, zaprzeczającym wolnej woli człowieka i uznającym wszystkie nasze czyny za uwarunkowane zewnętrznie (chociaż trochę mi blisko do behawioryzmu). Już na pewno przeciwny będę determinizmowi historycznemu, który szuka praw dziejowych, które dla mnie są wierutną bzdurą. Będę bowiem zwolennikiem przypadkowości historycznej.

– że kontynuatorzy myśli Kartezjusza – przedstawiciele doktryny okazjonalistycznej twierdzili, że Bóg interweniuje w bieg świata. To dlaczego pytam ten świat jest taki beznadziejny? A może przewrotnie: czy dzięki temu, że Bóg jednak interweniuje świat nie jest aż tak beznadziejny, jakby mógł być, gdyby Bóg nie ingerował w jego bieg? No dobrze, ale jak to zbadać? Pytać świadków? Ale złota zasada psychologii sądowej brzmi: świadek zawsze kłamie. Kładę to więc na karb wiary a nie filozofii, jak wszystkie sprawy związane z religią. Znowu patrz pkt 4.

– że był antropocentrystą, tj. człowiek dla niego stanowił centrum zainteresowania. Niewątpliwie. Można posunąć się jeszcze dalej i stwierdzić, że dla mnie moje JA jest pępkiem świata i przez moje JA patrzę na otaczający mnie świat. Oto więc szczyty egocentrycznego antropocentryzmu!

– że był mechanicystą, tj. wyjaśniał zjawiska i procesy za pomocą praw i pojęć mechaniki. Jako, że mechanicyzm należy od dawna do przeszłości, pozostawmy go dla historyków filozofii.

No i wreszcie, że, propagował sceptycyzm i krytycyzm, ba! Jestem nawet w stanie poddać w wątpliwość wszystkie swoje uprzednie stwierdzenia z puntków 1 – 15. Oto więc triumf anty-dogmatyzmu!

No dobrze. Po powyższych rozważaniach należy zadać wreszcie karkołomne i druzgocące pytanie: czym ma się więc zajmować filozofia. Ano czym? Ano niczem.

Karol Dąbrowski

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *