Osz znaczy „PŁÓW”. Przekleństwo Stalina

Kazach Erken

Zapoznawszy się z taksówkarzem ksiądz Józef zaczął go wypytywać o jego opinię w sprawie wojny. Zapytał jakiego Erken jest pochodzenia i gdy się wydało, że jest na pół Kazachem na ćwierć Uzbekiem i Tadżykiem, to tym bardziej wiercił mu dziurę w brzuchu dopóki ten mądry i oczytany człowiek nie wyjaśnił, że to zaszłości z czasów imperialnej Rosji. Stalin jedynie wyostrzył i w sposób prawny zatwierdził, tworząc niezbyt udane rezerwaty dla niewiele się od siebie różniących Tiurków.

Osz znaczy płów. Przekleństwo Stalina.Te podziały miały rozbić jedność tak zwanych Basmaczy, czyli powstańców z  muzułmańskich republik, którzy największą ilość wojsk posiadali właśnie w Kokandzkim Chanacie, czyli w Fergańskiej Dolinie. Właśnie tam trwał największy opór przeciwko wojskom Skobelewa, głównodowodzącego rosyjskimi wojskami. Chanat Kokandzki (tak nazywała się Fergańska Dolina do 1875 roku) został pozbawiony duszy poprzez stworzenie nowego miasta Skobelew (dzisiejsza Fergana) oraz obniżenie statusu Kokandu do rangi powiatowego miasteczka. Inne centra oporu – Hodżent oddano Tadżykom, a Osz i Jalalabad, kolejne uzbeckie miasteczka, podarowano Kirgizji.

Osz znaczy „Płów”

W chwili obecnej w dawnej parafii księdza Józefa pozostało niewielu katolików, bo większość, głównie pochodzenia niemieckiego, wyemigrowała w latach 90-tych do Niemiec.

Parafię obsługują ojcowie Jezuici, którzy systematycznie dojeżdżają do Osz z kolejnego „powstańczego” miasta południowej Kirgizji, które nazywa się:

Dżalal-Abad

Dżalal to imię jednego z pierwszych książąt tiurkskich, dość popularne do dziś w Uzbekistanie. Obod lub Abad to staro-tureckie słowo oznaczające los lub szczęście.

W tym samym stopniu jak Osz, Dżalalabad jest siedzibą mniejszości uzbeckiej i fragmentem południowego Kirgistanu, oddzielonego od Biszkeku pasmem wysokich gór. Osz i Dżalalabad to fragment Fergańskiej doliny, sztucznie dołączony do północnej części Kirgizji. Aby z miasta Osz lub Dżalalabad dojechać pociągiem  do Biszkeku trzeba jechać przez Tadżykistan, Uzbekistan i Kazachstan. Jest wiele więcej powodów, aby nadal tworzyć wspólnotę kulturalną, językową i polityczną z resztą Uzbekistanu. Nikt do tego obecnie nie wraca i nie przywołuje. Ilość Kirgizów na południu rośnie, ale sami politycy z Kirgizji, w tym nieszczęsny Bakijew, próbują na południu stworzyć ognisko buntu i nienawiści. Tak było również 5 lat temu w trakcie powstania przeciwko prezydenturze Akajeva.


Angren

W Angrenie ksiądz Józef odprawił Mszę świętą przy świecach. Chociaż w tym mieście jest węgiel, uran, złoto i dwie elektrownie to światło bardzo często nam odłączają. To kolejny paradoks. Mawiają nie bez powodu: „wschód miejsce tajemnicze”.

Osz znaczy płów.  Przekleństwo Stalina.Bardzo serdecznie obcował z młodzieżą i ze starszymi opowiadając o swoich wojażach do tego miasta.

Po modlitwie jedliśmy wyjątkowe danie: rybę Marynkę. Ta śledziowata ryba występuje w górach Tien-Szan jako zagadka dla naukowców. Jest nie mniej smaczna niż omol na Bajkale. Ostatnio, w czasie pory deszczowej, rybę te trudno złowić w mętnej wodzie. Trzy tygodnie pod rząd moi parafianie obiecywali, że ją zdobędą i ostatecznie na przyjazd dostojnego gościa przynieśli. Po powrocie do Taszkientu były jeszcze koreańskie dania. Zostaliśmy zaproszeni przez liderów Koreańczyków na sutą kolację.

Taszkient

Znając ekumeniczne hobby Prałata z samego rana zrobiłem mu niespodziankę i zawiozłem do kaplicy najpopularniejszej wspólnoty protestanckiej w mieście, która sąsiaduje z naszymi siostrami Kalkutkami. Dziadek siadł na pierwszej ławce i jak stary charyzmatyk podjął motyw pieśni chwały, które wykonywał pod gitarę młodzieżowy zespół.

Osz znaczy płów. Przekleństwo Stalina.Byliśmy tam pół godziny. Ja poprosiłem o słowo i przedstawiłem Prałata.

Zebrał burzę oklasków. Okazało się, że w przeddzień, do protestantów przyszła komisja z zamiarem zamknięcia kaplicy. Obecność Prałata została odebrana jako akt solidarności w trudnych czasach.

Msza w języku rosyjskim przeciągnęła się od godziny 12.00 do 15.00.

Obawiałem się, że nie zdążę go nakarmić skromną zupką. Następna koreańska msza o 16.00. Bez kompleksów przyłączył sie do koncelebry, a gdy mu podałem tekst polskiej transkrypcji głośno i dobitnie odczytał słowa konsekracji w języku koreańskim. Widać było, że robi to z satysfakcją. Wygłosił również krótkie kazanie. Drugie w tym dniu. Czekała na niego jeszcze nostalgiczna grupa polonusów. Raz w miesiącu wypada „polska” Msza, na której bywa, jak żartują niektórzy, 3 i pół Polaka. Tym razem wieść poszła w naród i było Polaków trzydziestu. Po Mszy czekała nas niespodzianka. Kolacyjka w Ambasadzie.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.