Współczesne wampiry, czyli co nam w życiu dzisiaj wampirzy

Mit o wampirach nie jest niczym nowym. Historie starsze i nowsze przedstawiają nam je nawet dość romantycznie jeśli powołamy się chociażby na Zmierzch (Twilight), Czystą Krew (True Blood), czy Pamiętniki Wampirów (Vampire Diaries). Niestety, te legendarne krwiopijcze monstra w psychologii znalazły swoją współczesną kontynuację i nie ma tu mowy o słodkim wampirze Edwardzie (Zmierzch) i równie seksownym wampirze Billu (Czysta Krew).

Mówiąc o wampirach i wampirzeniu nie mam na myśli wspomnianych wcześniej czasem legendarnych antropomorficznych gacków, lecz osoby z najbliższego nam otoczenia. Te współczesne upiory w ludzkiej skórze potrafią żerować na naszych emocjach, siorbać naszą energię, wysysać nasze siły witalne, zasysać nasze pokłady nadziei, jednym słowem, myślę o ludziach, którzy nas żywcem pochłaniają. Takie osoby, gdy raz skosztują naszej krwi lub krwawicy, będą się wgryzać dalej, aż nie nasycą swojego głodu i żądz. Dla nas natomiast, każdy kontakt to potencjalne zagrożenie silnym stresem, migreną, brakiem snu i radości, niskim poczuciem własnej wartości, praktycznie głębokim na sześć stóp (czytaj „mogiła”) emocjonalnym dołem.

Takie energetyczne wampiry najczęściej jawią się pod postacią naszych partnerów i partnerek. Czasem dzieci lub rodziców, o teściach już nawet nie pomnąc. Z rodziny mogą to też być ciotki, cioteczki, wujkowie, wujaszki, kuzynki i ich męskie odpowiedniki, siostry, bracia, czy choćby i szwagrostwo. W pracy to pewnie będzie kolega, albo i koleżanka z biura, a może szefuncio, lub kierownik. Czasem to będzie ekipa fachowców, którzy już trzeci tydzień po terminie nadal naprawiają odpływ w naszej łazience lub inni fachowcy, którzy naprawiają dach już drugą porę roku… Może to równie dobrze być i mechanik, który potrafi znaleźć dziurę w całym (baku), lub kolejna rządowa komisja rozpaczliwie (lub żałośnie) rozpatrująca kolejną sprawę, która nie dotyczy nas samych, natomiast rozpatruje tę aferę za nasze – biednych podatników – pieniądze… Przyjrzyjmy się jednak dokładniej kilku przykładom wampirów.

Wampira przykład pierwszy – partner/ka z reguły wpisują się w najbardziej klasyczne przypadki wampirzenia, szczególnie jeśli mamy już na koncie jakiś mały wspólny staż – początkujący wampir energetyczny czasem potrzebuje kilku lat, aby dobrze rozwinąć swoje błoniaste skrzydła. W związku dwojga ludzi codzienność jest wyrafinowanym sprzymierzeńcem wampira ponieważ podsuwa im wiele sposobności, aby pastwić się nad niewinną ofiarą. On, po raz kolejny zostawia skarpetki na podłodze dając do zrozumienia, że należą mu się świeże, a jeśli ona ich nie zaniesie do brudnika, to może pójdą tam sobie same… Ona – kolejną godzinę pytluje z przyjaciółką przez telefon (no ileż można rozmawiać z kimś, z kim spędza się osiem godzin w pracy!!!), podczas gdy obiad powoli traci swoją konsystencję i składniki odżywcze. On – chce oglądać bezsensowny mecz w telewizji, ona – serial z sercem w tytule. Można by mnożyć sytuacje, które dla ludzi w związkach będą koszmarem na jawie, i które wytracają w nich (na przemian) energię i siły do życia.

Wampirzy przykład drugi – typowa rodzina Adamsów. Jak z klasycznego horroru, niestety nie na ekran full HD, lecz wprost do naszej kuchni wpada hałaśliwa ciotka Genia. Pomimo twojego już średniego wieku, z zapałem szczypie twoje policzki i pyta o kolejne kilogramy nabyte po ostatnich świętach. Następnie przez dwie kolejki kawy (brakuje? – może być zbożowa) wykrzykuje najnowsze plotki o rzekomych członkach rodziny, których na oczy nigdy nie widziałaś/eś. Podobnie wujaszek Edek, wpada znów z niezapowiedzianą wizytą i długo nalega aby pożyczyć mu spalinową piłę do drewna, której zapomniał oddać w ubiegłym roku. Albo kuzyn Bolek z kuzynką Benią weszli na chwilkę co by zwerbować ciebie i twojego męża/żonę na kolejny wspólny wyjazd na wakacje (ostatni zakończony totalnym fiaskiem). Wszystkie te wizyty są bardzo absorbujące i każdą można przeliczyć na całe kilowaty straconej energii. Po takich wizytach jesteś jak zombie lub wyglądasz jak z lekka podgrzana śmierć.

Przykład trzeci – szefuncio lub kierownik. Ta dość szeroka kategoria jest jednak wybitna jeśli chodzi o krwiopijcze osiągnięcia. Dla niektórych samo przekroczenie progu w pracy to wielki stres, który przekłada się na spadek poziomu cukru we krwi i w rezultacie na zniżkową lub zerowa formę. Jednak jakże by mogło być inaczej, gdy czeka nas kolejna bezskuteczna rozmowa, w której nie jesteśmy partnerem, ponieważ ten szef, lub ta szefowa zawsze i tak mają ostatnie słowo. Na wypadek gdyby zabrakło im jakiegoś argumentu na przeforsowanie kolejnej ekscentrycznej decyzji, w rezerwie zawsze mają: „to nie polega dyskusji”, „już postanowione”, „sprawa jest już zamknięta” lub w ostateczności tupią obcasem, albo wychodzą trzaskając drzwiami. W takich sytuacjach starasz się zrozumieć „po jakiego … pyta mnie o opinię?”.

Dużo mówi się o chorobach cywilizacyjnych. Stres jest jedną z nich. Wielu też zapada na syndrom przewlekłego lub chronicznego zmęczenia, który miewa także postać kliniczną. Ta choroba może mieć objawy od bezsenności począwszy, na utracie wigoru i sił do aktywnego życia społecznego kończąc. Źródła tej choroby mogą być różne, najczęściej jednak mają ścisły związek z otoczeniem chorego. Gdyby się jednak zastanowić przez chwilę, można by uznać, że nasze wampiry mają w tym swój udział. Warto też zastanowić się co nam osobiście dzisiaj wampirzy i czy do obrony przed tymi pijawkami wystarczy nam girlanda z czosnku, kołek z osiki, srebrne kule, czy może trzeba będzie wytoczyć większe działa? Cóż, w najgorszym wypadku zawsze można wezwać Buffy – Pogromczynię Wampirów.

Izabela Dixon

Fotografia:
Mariusz „Kobaru” Kowal
www.kobaru.pl
www.facebook.com/kobaru.photography

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *