Powrót żółwia i globalizacja

Wszystko jakby po staremu. Mieszkanie w stanie nienaruszonym, z lodówki śmierdzi jak zwykle i zwykle nie wiadomo czym, czy od czego. Przy każdym powrocie mam jakieś nieokreślone uczucie, że odkrywam nowy całkiem pomijany wymiar naszego tutaj życia. Niektóre szczegóły kiedyś pomijane, mało ważne stają się jakby nowymi bytami. Coś powoduje że budzą się do życia i to przez co, naszą dotychczasową ignorancję czy też brak uwagi.

Wyłażą spod dywanu, paneli podłogowych, wnękowych szaf, monitora, czy reklam telewizyjnych. I to nie jest takie straszne, nie zmienia nam życia w jakiś okrutny sposób, nie. Tylko czujemy się z tym niedobrze. Małe błahostki jak wielkie galaktyki przemierzają wszechświat i wszystko zmieniają. Tylko jak to się ma do naszego życia, jak ma do powszechnego niezadowolenia z życia? Ano nijak. Bo co nas to obchodzi.

Globalizacja

Co z tego, że nasza wspaniała świadomość globalizacji wszystkiego jest czymś niepojętym na tym jak na razie jedynym ze znanych nam światów. Mamy internet, przez który można pogadać z mieszkańcami Nowej Gwinei. Nakłonić ich wodza do reklamy środka na wszy, czy nie wiem, aby wystąpili w reklamie funduszu emerytalnego. Dla nich to zabawa, dla nas to biznes. Wiem, że w Tanzanii się nie przelewa, ale jak to się ma do tego, że przyjeżdża nadziany boss i życzy sobie zapolować na biednego hipcia. Nie ma sprawy, mówi jakaś rzeczniczka od turystyki w ich rządzie. Płacisz 60 tysięcy dolców i proszę bardzo jesteś mile widzianym turystą. Masz chęć na słonia – 90 tysięcy i jesteś po kilku dniach szczęśliwym posiadaczem jego trąby. Jednocześnie i przy okazji możesz sobie postrzelać do tubylców jak wejdą w granice parku narodowego, gdzie ten proceder kwitnie.

Totalny absurd, nie dość, że wywalają cię z ziemi, która od wieków była twoja. To teraz nie możesz nawet postawić tam stopy aby ci jej nie odstrzelili. Jak w chińskim cyrku wszystko pięknie, przedstawienie cudowne. Jesteś pod takim wrażeniem ich zdolności, że zapominasz o ciemnych kartach historii tego giganta. Skąd chińska elita brała narządy do przeszczepów? Na pewno nie z dobrowolnych, czy też ideowych pobudek. Dla jednych błahostki równają się życie, innym zdają się jakimś zdawkowym dowodem na próżność. Oznaką wyrafinowanego widzimisię, w którym bez tych fochów jest się niczym. Chęć wyróżnienia się z tłumu tych co mają już wszystko staje się pomału czymś karkołomnym. Trzeba uważać by nie popaść w banał.

Globalizacja spowodowała, że wiemy naprawdę dużo, ale nie na tyle jesteśmy świadomi tego, że przyniosła też dużo szkody. Wielkie korporacje czy też rządy krajów rozwiniętych spowodowały, że niektóre kraje popadły w spiralę zadłużenia, z którego nie mogą się otrząsnąć. Lokalne firmy dające zatrudnienie miejscowym padają jak muchy. Dziwne powiązania – damy kredyt czy pożyczkę państwu jeśli uwolnicie rynek na dostawy z zagranicy. Po jakimś czasie napływ określonego produktu powoduje, że nie produkuje się go już bo ten dostarczany z zagranicy jest o wiele tańszy. Rdzenny rynek wymiera, zostaje zniszczony. W zamian nie daje się żadnej alternatywy. Żadnego rozwiązania tej sytuacji. Nim się obejrzymy Świat może stać się globalnym polem walki.

Bieda i co z tego ?

Jakieś 60% ludzi na świecie nie ma niczego co by im coś dawało, nie posiada jakiejkolwiek „dojnej krowy”. Skazani są na dziadowanie, codzienny trud i pot. Co paradoksalnie czyni nas bardziej ludźmi niż nam się wydaje. Możemy sobie pozwolić na banał, głupie miny, higieniczne fochy. Po dniu pracy leżymy przed telewizorem pijemy piwko, kłócimy z żonami, wrzeszczymy na dzieciaki. Fachową literaturą zajmujemy się tylko wtedy kiedy rozpalamy w piecu. Bo nie każdy może sobie pozwolić na opalanie domu gotówką. I nie każdy jest na tyle głupi aby to robić. I nie każdy może sobie powiedzieć siedząc przy piątej herbatce uzyskanej z tej samej torebki – wspaniały dzień, ciekawe kiedy podadzą szarlotkę. Wiadomo, chleb tostowy z dżemem to nie to samo ale i tak smakuje wybornie. Twój dom czy lokum, w którym mieszkasz, to nic więcej jak cudowne miejsce z całym tym bagażem jaki nosisz w sobie. Wszystko zmienia się, sprawia, że życie zdaje się być znośne. Bardziej twoje, bardziej przez to potrzebne jak powietrze. A jeżeli będziecie się nudzić bo i tak może się zdarzyć. To nudźcie się na zdrowie, zajadając zupę z żółwia z puszki.

Wielcy tego świata na pewno jeszcze coś wymyślą aby uprzykrzyć nam życie więc cieszmy się na razie tym co mamy, nie zapominając o tym, że wszystko i tak zależy od ludzi, a nie wzniosłych przemówień, teorii i reklamujących wolność haseł.

Maks Wieczorek

 


Informacja o autorze: Radomszczanin na pewno, Londyńczyk być może. Zafascynowany otaczającym go światem i jego cudami. Ludzkimi historiami, ich życiem. Piszący o tym co widział i co przeżył. Fotograf ulicznych, ulotnych historii. W Londynie już jakieś cztery lata. Publikacje w lokalnych gazetach (poezja), kilka w zbiorkach pokonkursowych. W internecie na różnych portalach można napotkać jego teksty prozatorskie (kobieta w uk, apsik, sandurski, w luton). Oprócz pisania i oczywiście zarabiania na życie zajmuje się fotografią. Kilkadziesiąt publikacji w polonijnej prasie (panoramie, polish expressie, coolturze, nowym czasie). Jego galerie znajdują się również na Wirtualnej Polsce.

Zapraszamy do lektury następnych felietonów już wkrótce.

Redakcja Opinia.co.uk

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *