„Chciałbym, żeby muzyka była wszystkim co robię” – rozmowa z Andrzejem Kwiatkowskim, wokalistą XpressivE

Obdarzony mocnym głosem i sceniczną charyzmą, Andrzej Kwiatkowski urodził się po to, by występować na scenie, a ta wydaje się być jego żywiołem, co zresztą widać wyraźnie w reakcji publiczności na koncertach. Pomimo tego, że jego zespół XpressivE właśnie kończył pracę nad promocyjną EP-ką „Pre Ludium”, znalazł chwilę czasu, by udzielić wywiadu dla magazynu Opinia. Nie chciałabym popadać w banał, ale będąc pod ciągłym naporem irytujących, bezmózgich i zupełnie niepotrzebnych piosenek generowanych przez tzw. „specjalistów od wykonów”, po naszej rozmowie nasuwa mi się tylko jedna konkluzja: dobrze dla muzyki, że ma Andrzeja Kwiatkowskiego. Wciąż jest nadzieja…

Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

AK: Muzyka towarzyszyła mi od dzieciństwa, w domu, szkole, była częścią mojego życia, więc gdy dorastałem, jak większość moich kolegów chciałem grać. Zaczęło się od gitary akustycznej, później, gdy mogłem sobie na to pozwolić, kupiłem zestaw – gitarę elektryczną i mały wzmacniacz. Zacząłem też uczęszczać na lekcje gry na gitarze, ale los okazał się przewrotny: znalazłem przez zupełny przypadek zespół rockowy – dojrzały z nagraną już studyjnie płytą, który potrzebował wokalu, więc długo się nie zastanawiając powiedziałem, że mogę spróbować. Oczywiście nie umiałem wtedy kompletnie śpiewać, chociaż wydawało mi się inaczej, jednak mimo to uwierzyli we mnie i dali mi trochę czasu na naukę i spróbowanie sił przy mikrofonie. Minął aż rok nim wyszedłem pierwszy raz na scenę…

Słysząc tak mocny, a zarazem melodyjny głos jak Twój, trudno sobie wyobrazić, że go nie szkoliłeś. Mylę się?

AK: Na początku uczyłem się śpiewać słuchając jak robią to inni i próbowałem ich naśladować, sporo udało mi się też osiągnąć dzięki pracy w studiu, ale chyba najważniejszym momentem w pracy nad własnym głosem był dzień, gdy trafiłem do profesjonalnego nauczyciela. Dopiero wtedy poznałem instrument zwany głosem i wyeliminowałem większość błędów, jakie wcześniej popełniałem. Dziś żałuje, że nie od takiej nauki zacząłem. Ta wiedza pozwala mi z dużą swobodą wchodzić dziś na scenę i do studia.

XpressivE, Adam Wosz i Andrzej Kwiatkowski, foto Marcin Kopiec, MK Photo 

Współpracowałeś z reaktywowaną grupą eL-4. Wcześniej znany pod nazwą L-4 zespół nagrał hit „Super para”, który śpiewała cała Polska. Po reaktywacji także odnieśliście spory sukces goszcząc na listach przebojów, na festiwalu w Opolu oraz licznych koncertach. Jak wspominasz ten czas?

AK: Tak  zespół eL-4 wpisał się na stałe do mojej biografii i zajmuje tam ważne miejsce, stworzyliśmy przecież wspólnie sporo nowych utworów, zagraliśmy też wiele udanych koncertów, do tego występ w TV2 na żywo w programie „Pytanie na śniadanie”, koncert w katowickim Spodku, czy choćby udział w programie Wojtka Zamorskiego „Wehikuł czasu”, a także nagrany w Izabelin Studio w Warszawie utwór „Mów do mnie mów”, który trafił na listę przebojów Trójki Marka Niedźwieckiego. Sporo sukcesów i trzy lata wspólnego grania – jak wspominam? Naprawdę dobrze, może trochę zabrakło nam szczęścia by osiągnąć coś więcej… jednak eL-4 nadal istnieje i jesteśmy w kontakcie, zespół ma swoje plany i kto wie czy jeszcze razem nie zagramy.

Masz też na koncie współpracę z grupą Baza 1L.

AK: Baza 1L to zespół, który dał mi mnóstwo przyjemności z grania, to właśnie w Bazie 1L uczyłem się komponować, pisać teksty, aranżować i wspólnie z chłopakami zaczęliśmy tworzyć coś, co nas samych zaskoczyło. A ponieważ nikt nam niczego nie narzucał, po prostu realizowaliśmy własne pomysły, szliśmy swoją drogą i po krótkim czasie okazało się, że mamy swoją publiczność, wygrywamy przeglądy i zdobywamy nagrody. No i imprezy, mnóstwo zabawy i pozytywnej energii. Mogę tylko podziękować zespołowi za wszystko, co razem przeżyliśmy, choć były też i trudne momenty. Jesteśmy w kontakcie, gramy czasem wspólne koncerty i mam nadzieję, że tak już zostanie, a z gitarzystą i kompozytorem wielu rewelacyjnych kawałków, jak i głęboko przemyślanych tekstów, Sylwestrem Janeczkiem, cały czas w wolnych chwilach pracujemy nad pomysłami, które nie nadają się do naszych zespołów, a dla nas wiele znaczą. Być może i te nagrania będzie można kiedyś usłyszeć.

Nie jest tajemnicą, że od czasu odejścia Tomasza Wiśniewskiego z zespołu Kruk, zastępujesz go na stanowisku wokalisty. Jak jesteś przyjmowany przez fanów zespołu?

Andrzej Kwiatkowski, foto Agnieszka KucińskaAK: Zaproszenie do współpracy z Krukiem było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ale jeszcze większym wyzwaniem, bo poprzeczka w Kruku jest zawieszona bardzo wysoko. To, co miało być próbą współpracy, przerodziło się niespodziewanie w prawie półroczny sezon koncertowy, a występ we wrocławskiej Hali Stulecia przed grupą Deep Purple i w Dolinie Charlotty przed Carlosem Santaną było zwieńczeniem tego co wspólnie udało nam się dokonać. Nigdy wcześniej nie grałem aż tak dużych i prestiżowych koncertów, a współpraca przerodziła się też w przyjaźń i okazała się niezwykłą przygodą. Dziękuję serdecznie Piotrowi Brzychcemu i całej ekipie Kruka. Zresztą przez sporą grupę fanów zespołu zostałem przyjęty bardzo ciepło i nadal dopingują mnie do pracy i wspierają nie tylko dobrym słowem. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że jestem zupełnie innym wokalistą niż Tomek Wiśniewski i nie do wszystkich trafię z moim głosem, więc prawdą jest, że były też głosy na „nie”, co w pełni rozumiem, ale krytyka potrafi być też budująca, bo sporo się nauczyłem w tak krótkim czasie i będę mógł z tego korzystać w przyszłości, a nawet już korzystam.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.