Wywiad z zespołem NUN Electro

„Eteryczny NUN wypełnia dusze, NUN Electro jest drzewem, które z niego wyrasta i materializuje wszystkie niezwerbalizowane wcześniej dążenia, a Killer Star, jak kamień uziemia i przypomina o grawitacji”.

Zespól Nun czy Nun Electro, a może Killer Star, jak to z Wami jest?

Magda: Jesteśmy wszystkim po trochu. NUN to pierwsza nasz elektroniczna odsłona powstała w końcówce lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Był to nasz początek, zarówno jako duetu elektronicznego jak i dla naszej szerszej działalności na rynku Polskim i światowym. Z czasem okazało się jednak, że nie tylko twórczo ale również jako performerzy potrzebujemy trochę więcej przestrzeni. Graliśmy nie tylko koncerty ale również sety DJskie i live acty. Różnica pojawiła się również na polu artystycznym – zaczęła nam być ciasno na scenie synth/electro, zaczęliśmy rozszerzać działalność o muzykę typowo klubową bazująca na inspirującym nas w tamtych czasach electro clashu ale również dotykającą house’u czy acidu. W tamtych czasach aby zaznaczyć różnice live Acy i sety DJskie były promowane pod szyldem NUN Electro a typowe estradowe koncerty graliśmy jako NUN. W między czasie jednak okazało się, że mamy również ogromną potrzebę wyżycia się w energii nie tylko dotykającej romantycznego aspektu lat 80 takiego jak Gary Numan czy Human League. Drzemały w nas ogromne pokłady kreacji inspirowane Nine Inch Nails czy the Prodigy. Tak narodził się Killer Star – zespół o mocniejszej brzmieniowo i stylistycznie karmie. Dajemy tutaj upust swoim cięższym fantazjom co jednak i tak przenika do innych warstw działalności tak jak Trent Reznor zaczął w końcu produkować Gary”ego Numana tak i NUN i Killer Star znajdują się na wspólnej osi choć może po dwóch różnych jej biegunach. Dzisiejszy kształt zespołu NUN Electro to potrzeba podkreślenia faktu, że dołączyli do nas nowi muzycy dodając nowego kształtu naszemu brzmieniu. Uznaliśmy to za fakt na tyle istotny, że zasłużył na inną nazwę niż NUN ale jednocześnie nie chcieliśmy całkowicie odcinać się od przeszłości. Zatem modyfikacja której wcześniej używaliśmy dla live aktów tym razem zyskała nowe życie tworząc potencjał twórczy dla czwórki osób a nie już tylko duetu. Nie zmienia to faktu  że wszystkie te cztery twory są w zasadzie jednym i tym samym i jak dusza, drzewo i kamień stanowią jedynie inny aspekt tego samego przejawu kreatywności. Eteryczny NUN wypełnia dusze, NUN Electro jest drzewem, które z niego wyrasta i materializuje wszystkie niezwerbalizowane wcześniej dążenia, a Killer Star, jak kamień uziemia i przypomina o grawitacji. Taka trójca w naszym mniemaniu świetnie się uzupełnia i kojąc – wpływa na całość oczyszczając i inspirując w zależności od potrzeb.

Magda, opowiedz proszę o genezie powstania zespołu. To już trochę lat minęło.

NUN ElectroMagda: Nasze początki są tak archaiczne, że już mało kto je pamięta – włączając w to nas samych. Co prawda nasze korzenie muzyczne to zespół rockowy w typowym składzie perkusja, gitara bas i wokal ale jednak los chciał żebyśmy zaistnieli w mniej komfortowej i oczywistej formie. Pod koniec lat 90-tych skład gitarowy przestał trzymać się w ryzach, zaczęliśmy iść każdy swoją drogą. Wtedy to waśnie pomimo wcześniejszych obaw, że niestety nie będziemy w stanie kontynuować działalności – okazało się, że wyszła nam naprzeciw zupełnie nieoczekiwana broń, która jest dziś w orężu już chyba każdego poważnie funkcjonującego muzyka – technologia. To co kiedyś mogło być osiągane tylko w studiach obsługiwanych przez profesjonalistów nagle zaczęło być w zasięgu ręki każdego, dzięki popularyzacji w Polsce PCtów a później również Maców… korzystając z tego, zakupiliśmy adekwatne narzędzia i zaczęliśmy pracować nad muzyką w zaciszu własnego studia, sami. Tak powstał nasz kawałek na składankę „Football EP”, na której pojawiliśmy się obok Futra, Cool Kids Of Death i Ścianki, w ten sam sposób nagraliśmy wstępny zarys do utworu „OR” na druga płytę Andrzeja Smolika,  którą wspierałam wokalnie. Kolejnym krokiem był album.  Sami wgraliśmy wszystkie ścieżki w program i oczywiście z nieocenioną pomocą Tadeusza Kaliciaka zgraliśmy cały materiał włączając w to wokale – we własnym małym mieszkaniu. Publikacją materiału również zarządzał duch technologii – dzięki internetowi szybko zyskaliśmy uznanie na MySpace i ruszyliśmy na pierwszy koncert do… Berlina. Tak narodził się NUN – chaos z którego powstaje porządek…

Scena Independent, wtedy gdy zaczynaliście i dziś, jakie zaszły różnice?

Olaf: Nie czujemy się częścią takiej sceny jeżeli ona w ogóle istnieje w naszym kraju, jest raczej podzielona na mniejsze podsceny od alternatywy gitarowej przez alternatywę elektroniczną po alternatywę pop – wszystko w bardzo swojskim (polskim ) kolorycie , a scena synth pop czy electro ( nie posiadająca swojskiego kolorytu ) to jakieś 5 % całej sceny alternatywnej w Polsce. My obijaliśmy się po różnych scenach z klubową czy nawet czasami ogólną włącznie. Gdy zaczynaliśmy było mniej zespołów, później zrobiło się bardzo dużo, a gdy zaprzestaliśmy działalności wszystko ucichło , teraz jakby wszystko się od nowa budzi trochę inne nazwy, ale i te same wracają.

To nie jest łatwy nurt do zdobycia w Polsce. A jednak Gary Numan i jego koledzy po fachu jak New Order, IAMX, Depeche Mode, Camouflage zdeterminowały Waszą twórczość. Dlaczego?

Olaf: Cars – Garego Numana zobaczyłem jako jeden z pierwszych clipów w videotece jako bardzo małe dziecko – zostało do dziś (śmiech – przyp. AD). Depeche Mode od zawsze towarzyszyło czy to w telewizji czy w radiu, coś co łączyło w sobie ładną muzykę pop i nowatorskie brzmienie – eksperyment muzyczny i to było to, do tego fascynacja Kraftwerkiem i Davidem Bowie czy całą sceną New Romantic i New Wave, a następnie nowymi brzmieniami w latach dziewięćdziesiątych w takich projektach jak Orbital czy Underworld , a następnie  na fali electro clash  fascynacja czystym electro. Scena synth pop jest dla nas kwestią przypadku a nie świadomego wyboru. Po prostu jako jedyna zaakceptowała naszą muzykę w pełni.  

Rok 2006 to wydanie Waszego debiutanckiego albumu „Sunlight”. Opowiedzcie o nim, o powstawaniu tej płyty, pracy nad nią…

Olaf: Płyta powstała w 100% w domowym studiu jeszcze na Dolnym Śląsku. Nie mieliśmy wtedy, aż tak bogatego instrumentarium jak teraz ale, co śmieszniejsze spowodowało to, że staraliśmy się bardzo osiągnąć to na czym nam zależało przy pomocy dostępnych środków, więc bardzo mocno włączyliśmy kreatywność i zabawy z brzmieniami trwały w nieskończoność. Choć oczywiście wtedy nie byliśmy zadowoleni w pełni, to teraz z perspektywy czasu oceniamy poziom brzmieniowy bardzo wysoko – mając oczywiście na uwadze dostępne wówczas środki oraz moment w historii muzyki, w którym płyta powstawała. W końcowej fazie pomógł nam Peter Rainman z Francuskiej formacji People Theatre, który dopieścił ostateczny mix na tyle, żeby wydobyć to co było w nim najważniejsze. Później mastering zrobiony w Szwecji postawił kropkę na i. Trwało to wszystko dość długo ale z perspektywy czasu uważam, że było warto.

W Waszej biografii jest sporo lat ciszy. Dlaczego tak  się stało, że odpuściliście?

Magda: Cztery lata w okresie 2011 – 2014 to kres w którym nie graliśmy koncertów, setów ani w żaden sposób nie udzielaliśmy się publicznie. Złożyło się na to wiele czynników – z jednej strony kryzys, który wtedy uderzył w każdą właściwie dziedzinę  życia spowodował również to, że nie było już takich środków na tak zwaną kulturę, a co za tym idzie mniej komercyjne formacje takie jak nasza stanęły przed wyborem – całkowitego skomercjalizowania swojej działalności lub przeczekania w ustronnym  miejscu aż burza przeminie. Wybraliśmy drugą opcję i cieszę się z tego ogromnie. Nie twierdzę, ze komercja jest czymś złym – wręcz przeciwnie, uważam, ze artyści niepotrzebnie bronią się przed materialnym aspektem swojej działalności traktując go często z wstydliwa obojętnością. Żyjemy w materii, w niej się poruszamy i nie można jej wykluczyć z żadnej dziedziny aktywności – nawet z tak eterycznej i ulotnej jaką jest sztuka. Jednak wszystko ma swoje zdrowe granice i właśnie tych granic nie chcąc przekroczyć zdecydowaliśmy się na mały odpoczynek. Był oto okres ciszy artystycznej – ale jedynie na zewnątrz. Przez cały ten czas powstawały nowe utwory – między innymi „Thunder”, który aktualnie wyszedł na EPce i święci triumfy na przykład na Reverb Nation. Był to okres bardzo płodny oraz swobodny pod względem twórczym, eksperymentowaliśmy mocno z takimi utworami jak na przykład „Obok Nas” czy „Lucky Shot” , a jednocześnie pozwalaliśmy sobie na zabawy coverowe nie tylko takich ulubieńców jak New Order czy Eurythmics lecz również na przykład rodzimych idoli z dzieciństwa – Aya-RL.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *