„Najtrudniejszy jest pierwszy krok” – rozmowa z dr. hab. Zbigniewem Możejko z Instytutu Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Mamy tu szerokie pole do eksperymentów – nie zaszkodzi nam, jeśli raz zrobimy listę alfabetyczną słów, raz – tematyczną, a raz listę synonimów i antonimów, i zobaczymy, z której nauczyliśmy się najwięcej – mówi dr hab. Zbigniew Możejko, badacz nauczania języków obcych z Instytutu Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Zajmujesz się metodami nauczania języka angielskiego. W Internecie można znaleźć przeróżne ogłoszenia o rozmaitych metodach pozwalających nauczyć się języka obcego w tydzień. Jaką mamy szansę nauczyć się języka w takim czasie?

ZN: Niewielu rzeczy da się nauczyć w tydzień, z pewnością  nie należy do nich tak poznawczo złożona umiejętność, jaką jest posługiwanie się językiem obcym. Nie dawałbym więc wiary zapewnieniom, że w tydzień ktoś jest w stanie nauczyć mnie danego języka. Może mogłoby się to udać, gdyby uczeń miał niezwykłe zdolności poliglotyczne… ale wtedy pewnie nie korzystałby z kursów językowych dostępnych w Internecie, tylko sam wchłaniałby język z książki do gramatyki; tacy ludzie podobno istnieją. Nie sądzę jednak, żeby taka sztuczka udała się przeciętnemu człowiekowi.

Jak dobrze wiemy, język to nie tylko system dźwiękowy, nie tylko system struktur gramatycznych i znaczeń semantycznych, to wszystkie te trzy systemy razem. Do tego można dołożyć jeszcze pragmatykę…. A to oznacza sporo rzeczy do opanowania.

Skoro nie tydzień, to ile w takim razie czasu może zająć opanowanie języka?

ZN: Odpowiem wymijająco: to zależy od tego, jak bardzo intensywny będzie kurs, i jak bardzo uczeń będzie zmotywowany. Sięgając do przykładów historycznych, jedną z niezwykle skutecznych, a przy tym bardzo szybkich metod uczenia się języków, w tym języków egzotycznych, była American Army Training Method, która dała początek metodzie audiolingwalnej. W trakcie II wojny światowej  pozwalała ona żołnierzom armii amerykańskiej poznać w formie mówionej języki używane na dalekowschodnim teatrze wojennym – języki różniące się od języków indoeuropejskich absolutnie wszystkim, łącznie z wymową i przeczuciami semantycznymi, które mogłyby pomóc użytkownikowi. Nagle okazywało się, że osoby dorosłe po bardzo  intensywnym kilkutygodniowym – może sześcio-, może ośmiotygodniowym – kursie były w stanie w tych językach funkcjonować. Nie zapominajmy jednak, że były one bardzo zmotywowane dzięki wydanym przez dowódców rozkazom. W jakim stopniu znały te języki po takim kursie? Nie wiem. W każdym razie – jak przekazuje literatura – ta metoda zdobyła olbrzymie zainteresowanie zarówno wśród naukowców, jak i szerszej publiczności.

Opowiadasz o intensywnym kursie i jego bardzo zmotywowanych uczestnikach. Co jeszcze – poza intensywnością kursu i motywacją – mogłoby ułatwić uczenie się języka?

ZN: Warto pamiętać też, że żołnierze ci byli osobami dojrzałymi, mającymi pełne umiejętności kognitywne i szeroką świadomość metajęzykową. Do tego prawdopodobnie dysponowały też rozwiniętymi strategiami uczenia się…

Ale powinienem raczej zacząć odpowiedź od predyspozycji językowych i ich testowania. Testy predyspozycji językowych mają dosyć niejednoznaczny status w literaturze. Z jednej strony tradycja testów jest cały czas kultywowana – testy istnieją, przetrwały do naszych czasów przez ostatnich 70 lat we w miarę niezmienionej formie i są adaptowane do nowych technologii. A to oznacza, że obszary, które te testy badają, są wciąż uznawane za istotne dla uczenia się języków. Z drugiej strony, wyniki tych testów są czasami podawane w wątpliwość. Jednym z argumentów przeciwko nim może być wynikająca z wyników informacja dla osoby uczącej się – że albo ma, albo nie ma takiej łatwości. Taka informacja zwrotna może działać jak samospełniające się proroctwo – to nie faktyczne predyspozycje więc, tylko to, jak uczeń interpretuje wynik testu, będzie najważniejsze. Tak więc mamy takie czynniki odpowiedzialne za szybkość i efektywność uczenia: motywacja ucznia, intensywność kursu i predyspozycje językowe. Dodajmy do tego jeszcze dwie związane ze sobą rzeczy: umiejętności kognitywne wsparte strategiami uczenia się języków.

Zatrzymajmy się przy strategiach – czy istnieją uniwersalnie strategie uczenia się, czy też może strategie powinny być indywidualnie dobrane do uczących się? A jeśli tak, to w jaki sposób?

ZN: Strategie powinny być związane ze stylem uczenia się, ale też poszczególnym osobom określona strategia może mniej lub bardziej przypaść do gustu. Strategie o tyle są istotne, że pozwalają dobrać takie podejście do uczenia się na poszczególnych etapach tego procesu, które dla tej konkretnej osoby będzie najbardziej owocne. Na etapie zapoznawania się z językiem ktoś może wybierać formę przekazu ustnego albo formę pisemną – niektórym jest łatwiej słuchać, innym czytać. Potem dany język może być na wiele rozmaitych sposób ćwiczony w czasie rozmowy z użytkownikiem tego języka. Mamy więc poznawanie i ćwiczenie języka. Są też strategie związane z organizacją samego procesu uczenia się. W ramach takich strategii metakognitywnych dana osoba może decydować, w jaki sposób przyswaja nowe słowa: czy obwiesza pokój kartkami, czy robi mapy myśli, a może jeszcze wybierze jeszcze inny sposób nauki.

Skąd mogę się dowiedzieć, jaka strategia będzie najbardziej skuteczna dla mnie?

ZN: To można sprawdzić metodą prób i błędów. Jeśli trafię na dobrego nauczyciela, który pokaże pełen wachlarz różnych strategii, mogę spróbować dowolnych strategii i zobaczyć, czy odpowiada to mojemu stylowi uczenia się i przynosi satysfakcjonujące rezultaty. Czy rzeczywiście ta strategia pomaga mi zapamiętywać nowe słowa? Czy rzeczywiście pozwala mi przypominać sobie słownictwo? Czy skutecznie organizuje mi nowo poznawane słownictwo w kontekście słownictwa, które już znam? Mamy tu szerokie pole do eksperymentów – nie zaszkodzi nam, jeśli raz zrobimy listę alfabetyczną słów, raz tematyczną, a raz listę synonimów i antonimów, i zobaczymy, z której nauczyliśmy się najwięcej.

Rozmawiamy głównie o dorosłych uczących się języków obcych. A co z dziećmi? Czy powinny być uczone inaczej?

ZN: Zdecydowanie tak, ponieważ dzieci są dziećmi. Najlepiej, żeby uczyły się języka, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że to, co robią to nauka, a to, czego się uczą, to język obcy. Najlepiej ukryć naukę w formie zabawy. W sytuacji immersyjnej, kiedy dziecko jest otoczone językiem, niebędącym jego pierwszym językiem, raczej nie zorientuje się, że właśnie jest „świadkiem i realizatorem procesu akwizycji czy też uczenia się obcego języka”.

Można sobie nawet wyobrazić  sytuację, w której dzieci w przedszkolu są „sztucznie” uczone drugiego języka i ma to formę zabawy. Na przykład zamiast powtarzać słówka za panią nauczycielką, dzieci mogą uczyć słówek trzymaną przez nauczycielkę maskotkę, która uczy się języka i chce, żeby dzieci były jej nauczycielami.  Mamy naukę i mamy element zabawy.

Równocześnie organizując zabawy językowe dla dzieci dobrze jest być świadomym tego, w jaki sposób dzieci zapamiętują: dzieje się to w ich przypadku nie za pomocą analizy materiału językowego, tylko przez najzupełniej mechaniczne powtarzanie. Stąd też taka popularność wierszyków, piosenek i rymowanek w uczeniu dzieci – taki materiał jest rytmiczny, rymuje się, łatwo wpada w ucho i powtarzany zapada w pamięć. I tym samym dzieci uczą się języka.

Chcąc zapewnić swoim pociechom znajomość wielu języków, niektórzy rodzice wysyłają dzieci do przedszkoli, w których właściwie każdego dnia zajęcia prowadzone są w innym języku – poniedziałki po angielsku, wtorki po hiszpańsku, środy po rosyjsku… Czy to możliwe, żeby dziecko było w stanie nauczyć się tylu języków w przedszkolu?

ZN: Och, co za piękny przykład! Niestety, nie mogę ani wskazać optymalnej liczby języków do jednoczesnego przyswajania, ani powiedzieć, że powyżej jakiejś liczby języków uczenie jest niewskazane czy szkodliwe. Mimo to sytuacja, którą opisujesz, jest ekstremalna i kuriozalna zarazem – nie sądzę, aby dzieci mogły się tych pięciu języków skutecznie nauczyć – oczywiście, zależy to także od  tego, co rozumiemy przez „skutecznie” i „nauczyć się języka”.

Co mogłoby się stać, gdyby dziecko miało dostęp do pięciu różnych języków w różne dni tygodnia? Z rzeczy pozytywnych: mogłoby się osłuchać z melodią tych języków, ich konturami intonacyjnymi, jakimiś prostymi zwrotami. To być może spowodowałoby, że w późniejszym wieku będzie ono chętniej uczyło się języków. Natomiast nie wiem, czy taka mieszanka nie byłaby dla małego dziecka swojego rodzaju „umysłowym miszmaszem”. Sam bym takiego koktajlu językowego swoim dzieciom nie zaserwował.

Natomiast kiedy formułowałaś to pytanie, stanęła mi przed oczami sytuacja rodzin wielojęzycznych. Takie dzieci używają w domu różnych języków, a w dodatku jeszcze mogą mieć styczność z trzecim i czwartym poza domem; sytuacja ta w żaden sposób nie stanowi dla małego użytkownika tych języków problemu. Dziecko wychowywane w wielojęzycznej sytuacji umie zupełnie płynnie przechodzić z jednego kodu językowego do innego, w zależności od kontekstu, w jakim się znajduje. Wiem, że istnieją rodziny, które sprawnie funkcjonują w ten sposób i chwalą sobie taki układ.

A czy jest jakaś liczba języków, których jednocześnie może się uczyć dorosły?

ZN: W tym wypadku jest podobnie jak z dziećmi w przedszkolu: nie ma ani maksymalnej ani optymalnej liczby języków, których można się uczyć na raz. Nie chciałbym ryzykować podawania konkretnych liczb…

Zastanawia mnie jeszcze jeden aspekt uczenia się kilku języków jednocześnie. Czy łatwiej jest uczyć się na raz różnych języków z tej samej rodziny, chociażby włoskiego i hiszpańskiego?

ZN: Ciekawe pytanie… Gdybyś zapytała, czy łatwiej jest się nauczyć kolejnego języka, znając inny z tej samej rodziny, przytaknąłbym bez wahania. Nie wiem natomiast, czy akurat równoległe uczenie się dwóch języków z tej samej rodziny przez osobę dorosłą będzie zawsze łatwiejsze, choć – nie mając na myśli żadnego potwierdzenie tej tezy w badaniach – mogę domyślać się, że tak. Być może z racji podobnych systemów fonetycznych albo zakresów semantycznych nauka spokrewnionych języków może być trochę prostszym zadaniem niż nauka dwóch zupełnie różnych języków. Na pewno mogę powiedzieć, że uczenie się trzeciego języka – już po nauczeniu się jakiegoś języka obcego – samo w sobie jest zupełnie innym procesem. Zupełnie innym, czyli znacznie łatwiejszym, ponieważ uczący się – czy to dziecko, czy dorosły – posiada już doświadczenie w uczeniu się języków obcych. Taka osoba już wie, że musi odsunąć składnię i semantykę własnego języka na bok, i stworzyć sieć powiązań dla znaczeń w języku obcym. Takie „metajęzykowe doświadczenie” jest szczególnie ważne przy uczeniu kolejnych języków dzieci. Osoba, która uczyła się już jednego języka obcego ma też mniej lub bardziej rozwinięte strategie uczenia się języka – te, o których mówiliśmy na początku rozmowy. Strategie przetestowane w nauce pierwszego języka obcego mogą być dużo skuteczniej wykorzystywane przy  uczeniu się kolejnych. Zatem najtrudniejszy jest pierwszy krok.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Magdalena Łuniewska

 

 

Senat RP

 

Serwis Wszystko o dwujęzyczności jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach zlecania przez Kancelarię Senatu zadań w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w 2016 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o zleceniu zadania publicznego przez Kancelarię Senatu oraz  przyznaniu dotacji na jego wykonanie w 2016 r.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *