| O demokracji niewidzialnej ręki, czyli rozmowa z Ctrl-Alt-Del |
Strona 1 z 2
Z oficjalnej strony wiemy, że Ctrl-Alt-Del powstał na skutek wielkiego wybuchu i to nie ulega żadnej wątpliwości, ale ciekawa jestem czy istnieje jakaś alternatywna wersja wydarzeń. Adam: Zespół Ctrl-Alt-Del zadebiutował w Węgorzewie w roku 2002 na skutek festiwalu w Węgorzewie.Tak naprawdę zaczęło się to wtedy, a początki naszej znajomości sięgają czasów zamierzchłych, naszych studiów – wtedy się poznaliśmy. Mieliśmy swoje odrębne zespoły, które radziły sobie całkiem fajnie, graliśmy dużo koncertów, zdarzyło się nam też razem co nieco pokoncertować. No, ale tak któregoś dnia troszeczkę się perspektywy zawęziły, część ekipy zaczęła się wycofywać z tych grań, pojawiły się jakieś takie wzajemne... niedopasowania i zespół Dominika, wczesny skład pierwotny, stracił wokalistę, a mój zespół się rozpierzchł. Na skutek tego rozpierzchnięcia siedzieliśmy trochę na sprzętach grających, które nigdzie z nami nie jeździły, a któregoś dnia zdzwoniliśmy się z Dominikiem: „Dominik, ja bym bardzo chciał u was na czymś pograć, na czymkolwiek, chociażby ukulele”, Domin na to: „No dobra, dobra, spoko” i zadzwonił do mnie dzień później czy bym nie pośpiewał. Ja się mega ucieszyłem. No i tak gdzieś tydzień czy półtora tygodnia później już byliśmy wszyscy razem w Węgorzewie. Odbyły się dwie próby, nikt za bardzo nie umiał śpiewać, mało kto umiał grać. Domingo: W dużym skrócie było to tak: w starym składzie nagraliśmy demówkę z Borsem, wysłaliśmy to w parę miejsc, zostaliśmy zaproszeni do Węgorzewa, ówczesny wokalista wycofał się jakoś dwa tygodnie przed tym znaczącym dla nas festiwalem. W ataku paniki pomieszanej z radością zadzwoniłem do Adama z pytaniem czy zechciałby zastąpić wokalistę podczas tego występu, z nadzieją że zostanie na dłużej, no i tak się stało – nadzieja stała się rzeczywistością. Jak wyglądała droga do nagrania Waszej debiutanckiej płyty? Dziś każdy zespół marzy o własnym krążku, a jednak nie każdemu jest to dane. Domingo: I znów w dużym skrócie to było tak: nagraliśmy na komputerze w domu parę rzeczy w fatalnej jakości, ale bardzo nam się to podobało, poszliśmy do studia z zamiarem nagrania demówki, czyli trzech, czterech piosenek i w trakcie nagrywania demówki, producent Marcin Bors przekonał nas żebyśmy zrobili całą płytę. Trwało to dwa lata z różnych przyczyn logistyczno-finansowych, ale w końcu się udało to zakończyć. Jeśli chodzi o drugą płytę... nagrywamy ją sami w różnych miejscach na różnym sprzęcie. W dzisiejszych czasach nagranie płyty jest w zasadzie w zasięgu każdego zespołu – wystarczy trochę lepsza karta muzyczna, jakieś sensowne oprogramowanie studyjne i kilkanaście pluginów. Na youtube i w necie jest masa artykułów i filmów instruktażowych typu „jak nagrać demo”, „jak zaprogramować bębny”, więc jeśli komuś bardzo na tym zależy to bez problemu może spełnić swoje marzenia. Adam: Nawet głusi nagrywają płyty. ![]() Gracie po to, by dotrzeć do słuchaczy, czy docieracie do nich poprzez granie? Gdzie dla Was leży granica komercji? Domingo: Tam gdzie zaczyna się myśleć tylko o pieniądzach a nie o szczerości leży granica komercji. Z dwóch opcji, które podałaś, zdecydowanie docieramy do słuchaczy poprzez granie. Nigdy nie tworzymy z myślą, żeby coś sprzedać, choć otrzymaliśmy kiedyś przepis na to jak nasze piosenki przerobić w hity radiowe ale póki co nie o to nam chodzi. Adam: Dla mnie komercją jest to co uprawia cała Polska, takie „machanie tyłkiem”, czyli „parcie na szkło”, wszystkie programy typu Must be the music, czy Jak oni się kochają, Jak oni tańczą, Jak oni się brandzlują, wszyscy ci celebryci – to jest dla mnie komercja. Nie ma to nic wspólnego ze sztuką, jest to tylko i wyłącznie produkt. Nie czujecie się odmieńcami grając to co gracie w dobie masowego zapotrzebowania na „sztukę” lekką, łatwą i niekoniecznie przyjemną? Adam: Ale my w sumie jesteśmy lekcy, łatwi i przyjemni... no może nie na pierwszej płycie, to był taki szczeniacki debiut. Ale dużo takich sierści jest jak my, co grają muzykę odmieńcową. Domingo: Gdy tworzymy, komponujemy i siedzimy przed monitorem komputera albo gramy na próbie i myślimy o następnej piosence to nie zastanawiamy się głęboko nad tym jakie to ma przełożenie na słuchacza. Nie myślimy co tu zrobić, żeby muzyka trafiła do masowego odbiorcy, zwyczajnie robimy coś, co dla nas w danej chwili jest fajne i nam się podoba i nie ma tu większej filozofii... Adam: co nam się w danej chwili roi... Domingo:... a co później z tego wychodzi... jednym się to podoba, innym nie i tyle. Właściwie to nie zwracam uwagi na to co się wokół mnie dzieje, gdybym zaczął zastanawiać się i analizować to co się dzieje w sferze muzyki, ale także w innych sferach, to chyba bym zwariował i przestałbym tworzyć muzykę. Ctrl-Alt-Del to rządy jednej ręki czy demokracja? Adam: Demokracja niewidzialnej ręki. Domingo: Zdecydowanie demokracja. Adam: Ja bym powiedział, że raczej oligarchia... System demencyjno-etatystyczno-sadystyczny. |














|
| Więcej … |
Komentarze
Pozdrawiam cały Zespół i proszę o koncerty we Wrocku! =) (byli) studenci czekają! =)
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.