Językowy trójkąt – rozmowa z Joanną Zarębską-Knuts i Johanem Knuts

Przychodzą na moje lekcje ludzie posługujący się łamaną polszczyzną. Można by pomyśleć: „to pewnie obcokrajowcy, którzy znają kilka słów po polsku”. Ale nie, to Polacy. I to motywuje mnie do intensywnego uczenia Elli polskiego. Nie chcę, żeby kiedykolwiek była w takiej sytuacji, jak te osoby – mówi Joanna Z-Knuts – mama Elli. O życiu ich trójjęzycznej rodziny z Joanna i jej mężem Johanem mieszkającymi w Belgii rozmawia Joanna Kołak.

Na początek chciałabym zapytać jakie zwyczaje językowe panują u Was w domu?

Johan Knuts: Na samym początku, kiedy urodziła się Ella, zdecydowaliśmy, że będziemy bardzo konsekwentni w naszym podejściu. Asia rozmawia z Ellą tylko po polsku, a ja po niderlandzku. Kiedy poznałem Asię, nie mówiła po niderlandzku, a ja nie mówiłem po polsku, więc musieliśmy porozumiewać się po angielsku. Teraz Asia bardzo dobrze mówi po niderlandzku, ale wciąż używamy angielskiego w domu, to już taki zwyczaj. Nie rozmawiamy po angielsku z Ellą, ale ma ona pewne bierne podstawy angielskiego.

Zanim urodziła się Ella, zastanawialiście się, jaką strategię językową przyjąć w domu?

Joanna Zarębska-Knuts: Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że będę do Elli mówiła po polsku. Johan podjął nawet kilka prób uczenia się polskiego. W zasadzie jedyna wątpliwość, jaką mieliśmy, dotyczyła tego, czy Johan powinien do Elli mówić po niderlandzku czy po flamandzku. Przez pierwsze dwa lata, kiedy mówiłam do Elli po polsku, Johan uczył się razem z nią. Po dwóch latach, kiedy Ella zaczęła go wyprzedzać, Johan się poddał.

A czy są takie sytuacje, na przykład kiedy siedzicie razem przy stole, że używacie jednego wspólnego języka?

Joanna Zarębska-Knuts i Johan KnutsJZ-K: Nie, to się nigdy nie zdarza. Ale wszyscy rozumiemy wszystkie nasze języki, Johan rozumie sporo po polsku, zazwyczaj wie, o czym rozmawiamy z Ellą. Ja rozumiem niderlandzki. Być może kiedy Ella będzie więcej rozumiała i mówiła po angielsku, to będzie nasz wspólny rodzinny język, ale bardziej prawdopodobną opcją jest, że w przyszłości nasza trójka przełączy się na niderlandzki – oczywiście ja wciąż będę mówiła do Elli po polsku. Myślę, że fakt, że Johan i ja wciąż mówimy do siebie po angielsku może być jednym z powodów, dlaczego Ella tak dobrze mówi po polsku. Teraz mamy trzy języki i proporcje między tymi językami w domu są mniej więcej takie same. Jeśli rozmawiałabym z Johanem po niderlandzku, Elle słyszałaby ten język ode mnie i od taty, być może wtedy czułaby większą pokusę, żeby mówić do mnie w domu po niderlandzku. Nasze zwyczaje językowe mogą wydawać się śmieszne, ale kiedy siedzimy przy stole i rozmawiamy w trzech językach naraz, wszyscy się rozumiemy i jest to coś, do czego się przyzwyczailiśmy, to przychodzi naturalnie.

A czy te zwyczaje zmieniają się, kiedy macie belgijskich gości?

JZ-K: Wtedy przełączamy się na niderlandzki.

JK: To samo dzieje się, kiedy jesteśmy w Polsce – wtedy bardzo naturalnie przełączamy się na polski. To czasem oznacza, że nie mogę brać czynnego udziału w rozmowie, ale zawsze ktoś mi tłumaczy, o czym jest mowa.

I nigdy nie czujesz się z tym niekomfortowo?

JK: Nie, nie czuję się wyalienowany, bo rozumiem wystarczająco dużo. Kiedy spotykam Polaków, którzy mówią tylko po polsku – a zdarza się to bardzo rzadko – wtedy oczywiście bardzo trudno jest rozmawiać. Ale jakoś się udaje. Teraz też Ella jest starsza i może mi więcej tłumaczyć.

Czy w swoim najbliższym otoczeniu udaje Wam się znaleźć pomoc do wspierania języka mniejszości? Czy macie polskich sąsiadów, polską szkołę, sklepy?

JZ-K: Zawsze staram się znaleźć Elli polskie nianie, które nie mówią po niderlandzku, więc zawsze jest jakaś dodatkowa osoba, która mówi do niej po polsku. Żyjemy w kraju, który jest naprawdę wielokulturowy i na ogół wspiera się tutaj mówienie w językach mniejszości. W szkole Elli są dzieci, pochodzące z różnych krajów i mówiące wieloma różnymi językami.  Tutejsze szkoły raczej wspierają dwujęzyczne wychowanie. Tylko raz zdarzyło nam się, że ktoś odradził nam używania w domu trzech języków. Kiedy Ella była bardzo mała, przychodziła do nas pielęgniarka środowiskowa, żeby trochę nam pomóc – to taki standard w Belgii. Pamiętam, że była zaniepokojona, czy tak małe dziecko jest w stanie przyswajać trzy języki naraz i poradziła nam zaprzestać mówienia do siebie po angielsku. Ale nie posłuchaliśmy jej – zawsze byliśmy pewni co do naszej strategii językowej w domu.

Czy podczas wychowywania dwujęzycznego dziecka, doświadczaliście lub doświadczacie teraz jakichś trudności?

JZ-K: Zdecydowanie, musimy wciąż stawiać czoła wielu wyzwaniom. Muszę tutaj podkreślić, że to nie jest wcale takie łatwe, jak może się wydawać. Wszyscy mówią „kiedy mieszkasz za granicą, mów po polsku, a Twoje dziecko też będzie mówiło po polsku”. Rozumiem natomiast wszystkich rodziców, którzy albo tego nie robią, albo gdzieś po drodze stracili motywację.

Co masz na myśli?

Podam Ci przykład: kiedy Ella była młodsza, chodziłyśmy razem na podwórko, nie miała wtedy jeszcze dużo kontaktu z innymi dziećmi, a my oczywiście mówiłyśmy do siebie po polsku. Kiedy dzieci słyszały nasze rozmowy, automatycznie unikały Elli, bo myślały, że nie mówi po niderlandzku. Wtedy zawsze musiałam przejmować role adwokata Elli i zachęcać dzieci do rozmowy z nią, mówiąc „ona mówi też po niderlandzku!”. Ale nie zawsze jest to łatwe, więc podejrzewam, że część rodziców poddałaby się w takich sytuacjach, bo czasem fakt, że Ty i Twoje dziecko macie swego rodzaju „prywatny język”, którego używacie przy osobach, posługujących się językiem większości, może sprawiać, że ludzie patrzą na Ciebie z góry.

Inny trudny moment nastąpił, kiedy Ella poszła do przedszkola. Przedtem jej polski rozwijał się lepiej niż niderlandzki, ale od tamtego momentu język otoczenia zaczął przeważać. Najbliższe szkoły polskie są w Antwerpii i Brukseli. Na początku myślałam, że mogłabym jeździć tam z Elą raz w tygodniu, ale po długich dyskusjach stwierdziliśmy, że byłby to za duży wysiłek. Teraz myślę nad prywatnym nauczycielem polskiego, który mógłby przychodzić do nas do domu. Muszę tutaj dodać, że byłam zszokowana, kiedy zapytałam o polskie szkoły na forum internetowym dla Polaków, mieszkających w Gandawie. W większości ludzie odpowiadali na moje pytanie „Dlaczego? Dlaczego miałabyś uczyć dziecko polskiego?” Cóż, dla mnie zawsze było to tak oczywiste, dlaczego to robię, że w pierwszej chwili nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Niektórzy komentowali: “Przecież mieszkasz w Belgii, po co Twojej córce polski?”. To było dla mnie bardzo szokujące.

Co jest Twoją główną motywacją do przekazywania Elli polskiego?

JZ-K: Jestem nauczycielką języka polskiego jako obcego, uczę Belgów. Główną grupę moich studentów stanowią mężowie polskich żon (śmiech). Ale w ostatnich latach mam coraz więcej uczniów w młodym wieku, dwudziestoparoletnich, którzy pochodzą z rodzin, w których jeden z rodziców jest Polakiem. Ten rodzic mówił do dzieci po polsku, ale jedynie używając tak zwanego „polskiego kuchennego” – „zjedz obiad”, „umyj naczynia”, „odrób pracę domową”. Ci ludzie przychodzą na moje lekcje posługując się łamaną polszczyzną. Można by pomyśleć „to pewnie obcokrajowcy, którzy znają kilka słów po polsku”. Ale nie, to Polacy. To motywuje mnie do intensywnego uczenia Elli polskiego. Nie chcę, żeby kiedykolwiek była w takiej sytuacji, jak te osoby.

JK: Zawsze myślimy o Elli jako o dziecku z podwójną tożsamością narodową. Jeśli w którymś momencie swojego życia będzie chciała zamieszkać w Polsce, nie będziemy oczywiście mieli nic przeciwko. Im bardziej więc możemy wspierać jej ewentualne przyszłe wybory, tym lepiej.

JZ-K: Polska to duży kraj z ogromnymi możliwościami. Jeśli pewnego dnia Ella zdecyduje, że chce mieszkać w Polsce, musi znać język.

Czy Waszym zdaniem Ella doświadcza jakichś korzyści z bycia dzieckiem dwujęzycznym, lub będzie doświadczała jakichś korzyści w przyszłości?

JZ-K: Powiedziałabym, że ma dużą świadomość językową. Potrafi porównywać zjawiska językowe w językach, które zna, co pewnie ułatwi jej uczenie się kolejnych języków. Zdarza jej się robić żarty językowe, na przykład po polsku ‚papa’ mówimy na do widzenia, a po niderlandzku ‘papa’ to tata. Ostatnio Ella zażartowała „mamo, ja wcale nie powiedziałam do Ciebie papa, powiedziałam tata”.

JK: Fascynujące jest, jak łatwo przechodzi z jednego języka na drugi i jak naturalne to dla niej jest.

JZ-K: Oczywiście wśród tych korzyści są też śmieszne strony przyswajania dwóch języków, czyli na przykład błędy językowe. Wydaje mi się, że Ella czasem korzysta z pewnego rodzaju zasady „ekonomii języka” – jeśli wiesz, że ktoś Cię zrozumie, wybierzesz najprostszą drogę, aby coś wyjaśnić. Jeśli więc jakiś czasownik w niderlandzkim jest krótszy niż w polskim, Ella czasem używa tego czasownika, rozmawiając ze mną po polsku.

JK: Myślę, że to nie jest duży problem, że Ella popełnia tego typu błędy, ponieważ zawsze ją poprawiamy. To nieprawda, że robi to z lenistwa, bo nie chce jej się przypomnieć sobie danego słowa. Moim zdaniem robi to, ponieważ nie zna danego słowa po polsku, albo nie jest go pewna. Ja nie martwię się o niderlandzki Elli, bo wiem, że w swoim czasie dogoni rówieśników.

JZ-K: Ja z kolei martwię się o polski. Wiem, że dzieci jednojęzyczne też popełniają błędy językowe, ale chciałabym móc porównać, czy są to błędy podobne do tych, które popełnia Ella, czy też dzieci w Polsce w jej wieku już takich błędów nie popełniają. Ale skoro mowa o błędach, jestem świadoma tego, że nie można popadać w obsesję z poprawianiem dziecka, bo może ono przez to stracić motywację. Na pewno należy je za to bardzo chwalić za każdy sukces językowy!

A czy Ella ma czasem problem z motywacją do mówienia po polsku?

JZ-K: Do tej pory nie miała żadnych. Ale martwię się, co będzie, jak wejdzie w okres dojrzewania – co jakiś czas słyszę przerażające opowieści o tym, jak dzieci w wieku nastoletnim nagle zaczynają czuć się zażenowane faktem, że mama mówi do nich w innym języku, niż język otoczenia.

JK: Ja zupełnie się o to nie martwię. Ella jest bardzo otwartym dzieckiem i lubi dużo mówić. Jeśli z czymś lub z kimś się nie zgadza, użyje każdego języka, który zna, żeby to przekazać. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że to się nie zmieni. Myślę, że my jako rodzina odgrywamy tutaj bardzo ważną role. Nic i nikt w tym domu nigdy nie sugeruje, że jest coś, czego Ella powinna się wstydzić, jeśli chodzi o jej dwujęzyczność i dwukulturowość. Wręcz przeciwnie!

Dziękuję za rozmowę!

Joanna Kołak

 
Serwis Wszystko o dwujęzyczności jest dostępny na licencji Creative Commons
Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu
Warszawskiego. Utwór powstał w ramach zlecania przez Kancelarię Senatu zadań
w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w 2016 roku. Zezwala się na
dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym
informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o zleceniu zadania
publicznego przez Kancelarię Senatu oraz  przyznaniu dotacji na jego wykonanie w 2016 r.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *