Wyznanie czy wyzwanie

Kocham chodzić po galeriach tylko nie wiem czemu, dlaczego sprawia mi to nieokreśloną przyjemność? Co jest w tym męczącym marszu przez nieznane krainy naznaczone szaleństwem czy też geniuszem artysty. Dlaczego udaję znawcę czegoś o czym nie mam tak na dobrą sprawę pojęcia. Może dlatego, że jak wszyscy znam się na wszystkim doskonale. Ale tylko na papierze.

W swoim błędnym mniemaniu kiedy stoję przed arcydziełem chorej wyobraźni, zaczynam szaleć i wyrzucać z siebie patetyczną papkę okraszoną totalnymi bzdurami w różnych językach świata nie wykluczając tajlandzkiego. Chociaż ostatnio jakoś z bastowałem, miałem nie wiem chandrę czy co.

Galeria była nieduża, wielkości pudełka po butach. No może przesadziłem. Była mała i już. Wewnątrz przebywały dwie panie. Pchały wózki o parametrach statku kosmicznego.  Ich dzieciaki rozbiegły się natychmiast na wszystkie strony. Bawiąc się w jakieś swoje dziecinne tajemnicze gry. Panie ostrzegały je przed zagubieniem. Było to dość absurdalne, ale to przecież dzieci i od czasu do czasu mogą się gdzieś zapodziać nawet w pudełku po butach.

Dwójka autorów stała pośrodku, wokoło wisiały ich obrazy. Ale takiej wielkości, że znaczek pocztowy to przy nich co najmniej Bitwa pod Grunwaldem.

Przy wejściu dostałem szkło powiększające, lampkę wina i miłą zachętę do przepysznej zabawy duchowej. I co najważniejsze dokładny plan galerii przed ewentualnym zagubieniem, gdybym dostał jeszcze kompas poczułbym się jak jeden z bohaterów „Lost”.

Przez godzinę męczyłem się aby namierzyć obrazek lupą i kiedy już miałem zachwycić się wspaniałym światem jaki się przed nami kryje. Nastąpiło małe zamieszanie – jakiś gość przyniósł pół litra i po opróżnieniu zawartości zaczął się obnażać. Czyniąc całą imprezę bardziej strawną.

Ale czy to był skandal? W dzisiejszych czasach, chyba nie. Szczerze mówiąc nikt na dobrą sprawę nie zwrócił na niego uwagi, może dlatego że nie był dość przystojny. Wróciłem do  oglądania  obrazów, znaczy wydaje mi się, że oglądam. Inni też mają mały kłopot, mylą tropy, podziwiają zaschnięte plamy na ścianach, nieme i chłodne zacieki z farby kiepskiego dekoratora. Mamy kłopot z konkretnym wyodrębnieniem od tła celu jakim mają być przecież jakieś obrazy. Czuje się naprawdę zagubiony i to do kwadratu, przydałby się GPS aby dokładnie odnaleźć ich położenie. A może ich nie ma i artyści tylko kpią z nas, w dość specyficzny sposób. I wydaje mi się że sztuka współczesna sam sobie zaprzecza.

Bo przecież jeżeli zaczniemy coś z tego rozumieć (jeżeli) to przestaje być sztuką współczesną. Czyli taką co to naprawdę nie wiadomo czym jest. Z jednej strony odkrywamy, że to już było (bo zawsze porównuje się coś do czegoś), i że ta Mona Lisa z wąsami już była i będzie nas prześladować po nocach. Z drugiej żałujemy, że ten czy tamten artysta nie urodził się dekadę czy dwie wcześniej. Nie chorował na gruźlicę głodując na poddaszu, itp. Ale tworzył cudowne dzieła na miarę geniusza, którym teraz go określamy.

Wyobrazicie sobie Picassa teraz czy Duchampa jak robią zakupy w supermarkecie, oczywiście te z najniższej półki? No chyba nie. Teraz wygląda to inaczej, zawsze znajdzie się jakaś nisza, w którą akurat się wbijesz. No tak ale dlaczego mam odczuwać jakoś werbalnie to co widzę, dotknąć na swój niepowtarzalny sposób. Nie wiem. Kiedy wstaje rano wszystko jest inne niż wczoraj, choć powierzchnia zostaje ta sama. Jakaś nudnie ta sama. Sztuka współczesna czy nie współczesna i ta sprzed kilku wieków zawsze pozostanie sztuką przyszłości. Gotową do powtórnego odkrycia przez nas samych. To też weź ołówek kredkę czy co tam masz pod ręką i domaluj sobie wąsy będzie to jakaś odmiana, a jeżeli już je masz to zgól, a na pewno odmłodniejesz na parę dni. I na pewno do następnej wystawy będziesz nową Mona Lisą lub Duchampem. Albo zostaniesz nowym odkryciem na rynku sztuki nowoczesnej.

Maks Wieczorek


Informacja o autorze: Radomszczanin na pewno, Londyńczyk być może. Zafascynowany otaczającym go światem i jego cudami. Ludzkimi historiami, ich życiem. Piszący o tym co widział i co przeżył. Fotograf ulicznych, ulotnych historii. W Londynie już jakieś cztery lata. Publikacje w lokalnych gazetach (poezja), kilka w zbiorkach pokonkursowych. W internecie na różnych portalach można napotkać jego teksty prozatorskie (kobieta w uk, apsik, sandurski, w luton). Oprócz pisania i oczywiście zarabiania na życie zajmuje się fotografią. Kilkadziesiąt publikacji w polonijnej prasie (panoramie, polish expressie, coolturze, nowym czasie). Jego galerie znajdują się również na Wirtualnej Polsce.

Zapraszamy do lektury następnych felietonów.

Redakcja Opinia.co.uk 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *